|
sluchac pomimo bicia i straszenia. Dzieci draznily Nera przez plot i bylo ryzyko, ze w koncu do nich wyskoczy. Gryzl sie z psami, rozszarpal gardlo innemu psu, mieszkajacemu razem z nim. Wlasciciel postanowil pozbyc sie problemu i oddac Nera do schroniska. Dzieki naszej przyjaciolce Fish, wspolpracujacej ze schroniskiem w Swarzedzu, dowiedzielismy sie o calej sprawie i pojechalismy go zobaczyc. Dowiedzielismy sie, ze Nero ma tatuaz w pachwinie. Wlasciciel chcial nam go sprzedac, ale po dlugich negocjacjach udalo sie go stamtad wyciagnac za darmo. Siedzial w malutkim kojcu i warczal na zblizajacych sie mezczyzn. Mnie tolerowal, a po wypuszczeniu i kulku smakolykach zaczal do mnie przychodzic na wolanie. Postanowilismy wziac go do siebie, zeby sprawdzic tatuaz i odnalezc w ten sposob wlasciciela. W domu zaczely sie problemy. Tatuaz jest nieczytelny, a na podstawie tego, co udalo nam sie odcyfrowac, nie udalo sie namierzyc hodowcy pomimo obdzwonienia wszystkich oddzialow Zwiazku Kynologicznego i hodowcow. Procz tego po dwoch dniach, kiedy Nero sie nieco oswoil z nowym miejscem, zaczely sie powazne problemy z agresja. Szukalismy jakiegos szkoleniowca, ktory by mogl do niego przyjechac i pomoc nam z nim pracowac. Nikt w okolicy Poznania nie chcial tego zrobic, a przez telefon dawano nam rady typu "przeglodzic, zalozyc kaganiec, zbic - to zacznie sluchac"... Pojawily sie sugestie, ze psa nalezy uspic. Byla tez mozliwosc oddania go do psiego hotelu w Poznaniu i pracy z nim na miejscu, ale nie stac mnie bylo na trzymanie go w hotelu przez pare miesiecy. Nie mozna tez bylo go wozic samochodem na szkolenie, bo w samochodzie dostawal szalu, tak ze na czas transportu trzeba mu bylo podawac srodki uspokajajace, a to z kolei wykluczalo szkolenie. Sytuacja wydawala sie bez wyjscia Nero bal sie wszystkiego. Gwaltownych ruchow, ruchow nogami, podniesionego z ziemi patyka, bal sie mezczyzn, bal sie gumowego weza z woda, podniesionego glosu. Kazde przestraszenie sie konczylo sie napadem agresji. Agresja reagowal na slowo "nie". Nie bardzo dalo sie z nim chodzic na smyczy, bo na szarpniecie reagowal atakiem, a szarpal sie sam... Kiedy rzucil sie od tylu na naszego znajomego, z bolem serca musielismy go uwiazac. Najpierw na ogrodowej Flexi, ale przegryzl stalowa linke w dwa dni. Potem byl juz lancuch. Przezylismy z nim mnostwo chwil zwatpienia, nieraz mowiono nam, ze najlepiej byloby go uspic, bo co to za zycie na lancuchu, a na pewno nic juz sie nie da z nim zrobic. Bardzo dlugo w ogole nie reagowal na proby jakiegos wyszkolenia go, kompletnie nie reagowal na kliker. Nie potrafil na niczym sie skupic. Spedzil kilka miesiecy na lancuchu, stopniowo sie uspokajajac. Jestem przeciwnikiem trzymania psow na uwiezi, zwlaszcza takich wolnych duchow jak malamuty. Ale u Nera stala sie rzecz zastanawiajaca, mianowicie na uwiezi sie wyciszyl. "Znieczulil" sie tez na szarpniecia obroza, kiedy je sobie sam fundowal. Dzis Nero, po prawie roku pobytu u nas, biega luzem po moim podworku. W miare dobrze dogaduje sie z pozostalymi czlonkami psiego stada. Nadal jest nieokrzesanym dzikusem, ale przynajmniej moge z nim cos robic na podworku nie obawiajac sie o swoje zdrowie. Szukalismy mu nowego domu, bez sukcesu. Wszystko wskazuje na to, ze bedzie musial u nas zostac. Moze kiedy zupelnie wroci do dobrej kondycji psychicznej, ktos go zechce wziac do swojego domu i pokochac? Przez wiele miesiecy swojej mlodosci Nero byl zle traktowany, bity, straszony, szczuty. Widac jednak, ze powolutku wychodzi z tego szalenstwa zafundowanego mu przez zlych, bezmyslnych ludzi. To mlody, okolo trzyletni pies, i mysle ze jeszcze cale wspaniale zycie przed nim. Moze ktos czytajac o nim postanowi sprobowac sie z nim zaprzyjaznic i wziac do swojego domu. Kiedy tak sie stanie, w jego miejsce bedziemy mogli wziac innego psa w potrzebie, podratowac go troche psychicznie i poszukac mu dobrego domu. Mieszkamy pod Poznaniem i dlatego szukamy dla Nera domu w okolicach tego miasta. Osoba chcaca go zaadoptowac musialaby na pewno co najmniej kilka razy nas wczesniej odwiedzic, tak zeby Nero sie z nia oswoil. Nie ufa ludziom. Coraz czesciej jednak zaczyna byc wesoly, probuje sie bawic ze mna i sukami. Wczoraj dokazywal jak szczeniak. Wierze, ze pomimo iz przeszedl pieklo, kiedys zacznie ufac ludziom.
* * *
Życie dopisało szczęśliwy epilog do historii Nera. Po okresie resocjalizacji stał się wspaniałym, przyjacielskim psem i znalazł nowy dom, w którym jest kochany. Mieszka dziś razem z Bożeną i Sebastianem, którym bardzo dziękuję za to, że zdecydowali się podzielić z nim swoim domem i swoim sercem. Jesteście wspaniali! Większość ludzi woli zafundować sobie rozkosznego szczeniaczka, niż zająć się takim psim nieszczęściem jak Nero, dlatego tak długo czekał on na nowy dom.
W międzyczasie wyjaśniło się również pochodzenie Nera, kiedy przypadkiem u zaprzyjaźnionej malamutki zobaczyłam identyczny jasnozielony tatuaż w pachwinie. Nero pochodził z hodowli Alrauna z oddziału konińskiego, który został zlikwidowany - dlatego nie mogłam tam trafić. Został sprzedany ludziom, którzy po kilku miesiącach postanowili się go pozbyć, bo najwyraźniej nie zdawali sobie sprawy czym jest malamut, jakie minusy ma ta rasa i ile obowiązków wiąże się z posiadaniem psa rasy zaprzęgowej. Oddali go w dobre ręce, i właśnie te "dobre ręce" skopały go i sprzedały na poznańskiej giełdzie. Kiedy udało się zidentyfikować Nera, powiadomiony hodowca niestety zrzekł się odpowiedzialności za wyhodowanego przez siebie psa, odmówił przyjęcia go z powrotem i nie kiwnął nawet palcem, żeby pomóc w znalezieniu mu nowego domu. Najwyraźniej nie zna maksymy hodowców z prawdziwego zdarzenia, mówiącej że jest się odpowiedzialnym za każdego powołanego przez siebie do życia psa do końca tegoż życia...
A oto zdjęcia Nera z jego nowego domu:




|