Dzień zaczłą się jak codzień - pobudka, patrolowanie ogródka, śniadanie... A potem... nuuuuuudaaaaa......
Bezskutecznie wypatrywaliśmy jakichś rozrywek...
W końcu ile można kraść te same buty i obgryzać tę samą hustawkę?
Minął poranek, minęło południe... a obiad się nie zjawiał! W przypływie rozpaczy próbowaliśmy załatwić sobie obiad we własnym zakresie. Wisiało już nad nami widmo kanibalizmu!
Na szczeście czuwający przy bramce patrol w kładzie kapitan Kenobi i sierżant Moon wypatrzył...
...zbliżający się zapas karmy! Jednostka desantowa złożona z połączonych sił miotu "C" i miotu "S" błyskawicznie rozpakowała paletę z folii. Bardzo dokładnie.
Niestety całe zapasy zostały przejęte przez babcię Tequilę, przysłowiowego psa ogrodnika (sukę w zasadzie), która nie pozwoliła nam się nawet zbliżyć do worków!
Cóż, pozostało nam tylko dalsze rozpakowywanie doszczętnie już rozpakowanej palety...
Tymczasem na tarasie...
Groził nam marazm. Na szczęscie pojawił się... wujek z Ameryki!
Po tradycyjnej wymianie grzeczności...
...pomógł nam rozpakować paletę JESZCZE BARDZIEJ.
W walce z kilkunastoma metrami folii i papieru wielu towarzyszy poległo w boju...
...niektórzy nie wytrzymali forsownej walki i musieli udać się na odpoczynek...