: O RASIE :  : KUPUJEMY PSA :  : DLA HODOWCÓW :  : GALERIA :  : NASZA HODOWLA :

Candy

Candy - fot. Marta Baranska

CANDY Huk Amarok

(6.08.1998 - 4.07.2006)

m: Ch. WERDI Huk Amarok
o: TATRA Huk Amarok

hod. Halina Woźniak
wł. Jana Wiśniewska

wolna od genetycznych chorób oczu
(certyfikat unijny: 31-07-2005)

RODOWÓD

FOTOGALERIA

Osiągnięcia wystawowe

  • Champion Polski
  • 10x CWC
  • 2x CACIB, 3x res.CACIB
  • 3x Zwycięzca Rasy
  • Zwycięzca Grupy (BOG)
     

WYNIKI WYSTAW CANDY

 

O Candy

  Candy trafila do nas w wieku 1.5 roku. Kupilismy ja zaniedbana, smierdzaca, panicznie bojaca sie ludzi i psow. Przez rok byla trzymana w stajni razem ze stadem innych malamutow - jej wlasciciel chcial miec zaprzeg, wiec kupil kilka doroslych psow i szczeniaki. Niestety jego wyobrazenia rozmijaly sie z rzeczywistoscia - zamiast zaprzegu mial walczace ze soba psy. Skonczylo sie na tym, ze psy siedzialy same w zamknieciu, gryzac sie miedzy soba i uciekajac przy kazdej okazji. Czlowieka widzialy przy karmieniu. Candy bardzo uciekala. Tamtejsze psy potrafily wyskakiwac przez zakmniete okna, zeby sie wydostac z zamkniecia... Miala duzo szczescia - dwa psy z tego stada juz nigdy nie wrocily z ucieczki, jeden zostal zastrzelony przez mysliwego, inny wpadl pod kola samochodu. Psy trzymane byly w potwornych warunkach higienicznych. Mialy grzybice. Wlasciciel ich nie leczyl. Wiekszosc dzis nie zyje, zostaly uspione, lacznie z kolejnym miotem malamutow...
Az trudno uwierzyc, ze mozna tak traktowac psy. Niestety poza Candy tylko jeszcze jeden pies zostal stamtad wykupiony. Kilka zostalo rozdanych dopiero wtedy, gdy juz reszte usypiano.
  Candy trafila do nas bardzo nerwowa i strachliwa. Warczala na psy, kulila sie w kacie, nie chciala jesc. Bala sie wszystkiego. Wchodzila mi czasem na kolana, gdzie zwijala sie w klebek i trzesla. Potrafila sie tak skurczyc, ze cala mi sie na tych kolanach miescila. Nie wierzylam, ze cos jeszcze z tego psa bedzie, myslalam, ze cale zycie bedzie musiala spedzic "pod kloszem", ze sie juz z tej strachliwosci i nerwowosci nie wydobedzie, ze zawsze bedzie taka chuda, zgarbiona i... brzydka.
  Stalo sie jednak cos niesamowitego. Bardzo zwiazala sie psychicznie ze mna i ze Scottym i mysle, ze przemiana, jaka przeszla, wynika wlasnie z tego, jak mala sie czula dzieki Scottiemu. On ja zawsze chronil, interesowal sie nia (ku rozpaczy jej siostry Tekilak), adorowal. Candy jakos rozkwitla, a kiedy przestala sie kulic ze strachu, okazala sie calkiem zgrabna sunia, kiedy zaczela porzadnie jesc, nabrala ciala, a jej futro zmienilo sie nie do poznania. Miala krzywe tylne nogi, a wyprostowaly sie kiedy zaczela biegac w zaprzegu! Zmienila sie tez psychicznie, jest teraz bardzo serdeczna, a z dawnej strachliwosci niewiele pozostalo. Na widok gosci macha ogonem i biegnie sie witac. Nie stresuja jej nawet wielkie wystawy i tlum ludzi.
  I w ten sposob nasza poczwarka ;) zamienila sie w motyla - biega teraz w zaprzegu jako liderka, rzadzi w naszym stadzie razem ze Scottym, przywozi z wystaw kolejne puchary. Jest zywym dowodem na to, ze pies jest stworzeniem, w ktore naprawde warto zainwestowac swoj czas i odrobine serca.
  Co ciekawe, kiedy ja kupowalismy, nie chciala ponoc w ogole pracowac w zaprzegu. A po kilku tygodniach okazala sie najszybszym z naszych psow. Ma niesamowity zapal do biegania (szkoda, ze nie mozna troche tego zapalu jakos przeszczepic Scottowi). Jedyny mankament, to ze z dawnych czasow pozostalo jej zamilowanie do wloczenia sie i do polowania. Kiedy jest na spacerze ze mna, jest wyjatkowo grzeczna, wraca zaraz na kazde wolanie. Ale nie daj boze zostawic ja sama za niskim plotem - zaraz wyskoczy i pobiegnie na pola, pobiegac i moze zapolowac na kure sasiada. W zaprzegu tez probuje odbijac w bok za sarnami, bazantami, kuropatwami, kotami (troche tych rozpraszaczy jest u nas na polach :))), tak ze tylko Scotty jest w stanie ja zatrzymac na trasie. Gdyby nie on, to moj zaprzeg uprawialby wylacznie biegi bardzo przelajowe. Fajnie jest widziec, jak swietnie sie uzupelniaja.

 

2005-11-27 085


 

*   *   *

Candusia odeszła nagle 4 lipca 2006 roku.

Była cudownym psem. Pozostawiła po sobie straszliwą pustkę, choć tyle psów jest w naszym domu.

Tak dobrze się rozumiałyśmy. Kochałam ją tak, jak tylko można kochać psa. Była mądra, szalenie posłuszna, zapatrzona we mnie, jedyna. Nie chorowała. Ale pewnego dnia zniknęła rano, nie mogłam jej znaleźć w ogrodzie. Szukałam jej, z każdą chwilą w coraz większej rozpaczy, przeczuwając najgorsze.
Wydawało mi się, że ją zobaczyłam, że leży przy studni. Co za ulga! Ale to były tylko widziane pod słońce, leżące jeden na drugim kamienie. Ułożyłam je potem na jej grobie. Jest za moim oknem.
Odeszła tak szybko, mam nadzieję, że nie cierpiała bardzo.
Tak strasznie mi jej brakuje. Wciąż myślę o tym, gdzie może być teraz. Czy jest tutaj? Czy biegnie obok mnie, jak zawsze czujna i radosna, kiedy idę na spacer? Czy może po prostu przestała istnieć, zniknęłą na zawsze? Ja ją widzę na każdym spacerze. Budzę się rano i nasłuchuję, czekając na stukot jej pazurów na podłodze.
Była inna niż pozostałe psy, chyba przez to piekło, które przeszła w młodości. Z żadnym innym psem nie byłam związana w taki sposób, żaden inny pies nie okazywał mi takiej miłości i bezgranicznego oddania.
Nie spodziewałam się, że tak krótko będzie ze mną. Tyle miałam planów, cieszyłam się z tej jej starości, którą miałyśmy przeżywać razem. Stara, mądra, kochana malamutka, nie istnieje cudowniejsze stworzenie na świecie. W ostatnich miesiącach była cały czas blisko mnie, jako jedyny pies spała w mojej sypialni. Tak się cieszę, że właśnie z nią pojechałam niedawno nad morze. Że dzień przed śmiercią zjadła kawał tortu. Że włamała się do spiżarni i porwała mięso. Że rozpieszczałam ją w tych ostatnich miesiącach.

Candy. Chciałabym, żebyś wróciła do mnie. Mój Duszku. Niech to wszystko się okaże nieprawdą. Wróć, proszę.

 

 

jana candy scott03

 

 

 


PREVIOUS PAGE          UP          NEXT PAGE

Jak Ci się podoba strona? Co byś dodał/zmienił? Wpisz się do Księgi Gości!

Copyright (c) 1998-2010 Sno

 

ostatnia aktualizacja: 9 marca 2010